sobota, 12 września 2020

chleb


 

Przepis wraz z opisem pochodzi z  tej strony.

Ponieważ autorka zrobiła tak przejżysty opis, stwierdziłam, że nie ma co go zmieniać :)

Chleb jest przepyszny i pulchny, w dodatku nie wymaga jakichś szczególnych umiejętności- bardzo polecam

 



Na chleb (2 bochenki):

700 g mąki pszennej chlebowej (typ 750)
300 ml wody
130 ml mleka
2 łyżeczki soli
2 łyżeczki cukru
2 łyżeczki drożdży instant (albo około 20 g świeżych)

Na pomadę:
100 ml wody
1 czubata łyżeczka mąki
szczypta soli
 
 
Wszystkie składniki ciasta łączymy ze sobą i wyrabiamy tak długo, aż ciasto będzie gładkie i elastyczne (min 10 min). Przykrywamy ściereczką i zostawiamy do wyrośnięcia na 1 godzinę. Po tym czasie dzielimy ciasto na dwie równe części i formujemy z nich bochenki. Układany na wyłożonej papierem do pieczenia blasze z piekarnika. Papier można dodatkowo oprószyć mąką. Przykrywamy ściereczką i znowu zostawiamy na 1 godzinę do wyrośnięcia.

Nagrzewamy piekarnik do 230 stopni i w tym czasie robimy pomadę, czyli w malutkim rondelku na wolnym ogniu mieszamy wodę, mąkę i sól. Doprowadzamy do wrzenia i wyłączamy.

Nacięty lub nie nacięty chleb smarujemy obficie pomadą, nie żałujcie sobie. Na bogato posmarujcie. Idealne do tego celu są silikonowe pędzle kuchenne. Wysmarowany chleb wstawiamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy 10 minut (na grzałkach góra-dół). Po tym czasie zmniejszamy temperaturę do 180 stopni i pieczemy jeszcze 30 minut, aż chleb będzie rumiany.

Po upieczeniu studzimy chleb na kra
 
Uwagi:
1 Cisto można wyrabiać ręcznie- nie krócej niż 15 minut. Ciasto musi być elastyczne, nie kleić się do rąk, takie, by można było uformować bochenek.. Można też do tego użyć robota z hakami lub termomixa.  
2 Chleba NIGDY nie jemy gorącego- można w ten sposób zniszczyć sobie żołądek- GWARANTOWANY  mocny ból żołądka. Tak naprawdę to bardzo niebezpieczne, szczególnie dla dzieci. Chleb jest "żywy"- ciepły chleb oddycha- zabiera z otoczenia tlen. Pewnie dlatego nasze babcie zawsze powtarzały, że chleba się widelcem nie bierze, chleb też się szanuje.

czwartek, 10 września 2020

Murzynek II

 


 To jest lepsza wersja starego przepisu od mamy- ciut ulepszona, mega puszysta i delikatna- bardzo przypadła nam do gustu.

Wstawiam specjalnie dla Pani Anetki!;D


200g masła

 1/2 szkl wody

2 szkl cukru

3 łyżki kakao ciemnego

5 jajek +2 żółtka

2 łyżeczki proszku do pieczenia

1,5 szkl mąki

Masło, wodę, cukier i kakao wkładamy do rondelka , powoli rozpuszczamy( aż do zagotowania) i pozostawiamy do przestudzenia. Odlewamy pół szklanki i odstawiamy- to będzie nasza polewa. Żółtka oddzielamy od białek i dodajemy do przestudzonej masy. Następnie dodajemy proszek do pieczenia i mąkę- mieszamy do połączenia składników. Białka ubijamy na sztywną pianę i delikatnie dodajemy do masy. Pieczemy 40 min w temp. 180 stopni. Przestudzone polewamy pozostawioną masą- polewą pozostawiona polewą.

Uwagi:

1 Nie wiem jak to jest, ale gdy masę kręcimy tradycyjnym wałkiem, to wychodzi dużo smaczniejszy i puszystszy murzynek niż wykonanie tej czynności robotem .

niedziela, 20 października 2019

bigos babci Stefci



Pamiętam jak babcia wyciągała kocioł, rozpalała w piecu, zdejmowała  lub zakładała żeliwne kręgi ( w zależności od intensywności ognia) i cały dzień gotowała..... bigos. Czasami zamieszała drewnianą łychą, innych nie uznawała, mówiła, że psują smak. Coś w tym jest. Co jakiś czas dodawała kolejny składnik. W domu unosił się aromat potrawy,  w kuchni zaczynały pojawiać się skuszone zapachem gąbki, a babcia- dawała sobie czas, bigosowi też. Pyrkał sobie powoli do kolacji, na której była pierwsza degustacja. Na drugi dzień znowu zagotowała i podała go do obiadu. Trzeciego dnia wyparzała słoiki i zapełniała pozostałym bigosem, który z dnia na dzień stawał się coraz smaczniejszy- mniammmm... A oto  przepis, którego nauczyłam się od niej i chcę, by pozostał w pamięci moich dzieci i kiedyś wnuków- niezmieniony. Co prawda w bigosie staropolskim nie ma ketchupu ani koncentratu pomidorowego, za to jest czerwone wytrawne wino i suszona śliwka, jednak w mojej rodzinie jadło się tak i takim bigos babci Stefci pozostawię;)
 
Z poniższej porcji wychodzi 12 litrowy gar bigosu. Zawsze robię go więcej, gdyż wkładam w słoiki :)

4 kg swojskiej kwaśnej kapusty
4  kg słodkiej kapusty
1 duża golonka
1,5 kg boczku świeżego (lub pół na pół z pachwiną)
około 1,5 kg  wędzonej kiełbasy (może być śląska, podwawelska, zwyczajna)
kilka marchewek (4-6) jeśli potrzeba- gdy nie ma jej w kapuście
12 dużych cebul
12 suszonych grzybków
12 liści laurowych
30g pieprzu
20g ziela angielskiego
20g papryki słodkiej
9 owoców jałowca
1szt startej gałki muszkatołowej
200g koncentratu pomidorowego 30%
380g ketchupu pikantnego

Golonkę, połowę boczku zalewamy wodą tak, by cała była zakryta i gotujemy tak długo aż skórka zacznie rozpadać się a mięso odchodzić od kości (Potrwa to na pewno godzinę, czasami dłużej). W tym czasie szatkujemy świeżą kapustę.
 Do dużego gara wrzucamy kapustę kiszoną , podlewamy wodą (tyle by gotowała się, jednak nie aż tyle by w niej pływała) i gotujemy aby troszkę zmiękła (około pół godziny), po czym dodajemy świeżą kapustę i  połowę świeżej pokrojonej cebuli, zaś drugą połowę podsmażamy z resztą boczku pokrojonego w małe plasterki (kroimy możliwie cienkie kawałki boczku i każdy kawałek kroimy na krótsze odcinki, powiedzmy max 2cm), smażymy aż cebulka pięknie zrumieni się, następnie wrzucamy do kapusty razem z pokruszonymi grzybkami, listkami laurowymi, zielem angielskim, pieprzem, papryką i gałką muszkatołową.
Wyciągamy z wywaru golonkę i boczek  (gdy mięso będzie odrywało się od kości), usuwamy kości i kroimy na drobne kawałki. Skórę zaś mocno siekamy, to samo z całym tłuszczykiem (Bigos musi mieć tłuszcz i żel z kości i skór. Niezmiernie istotny jest rodzaj użytego mięsa: z kości wydobywa się naturalny żel, który zagęści potrawę natomiast boczek odpowiednio ją natłuści dając wywar- bazę, którą zagęści żel z kości. W ten sposób mięso nie będzie zbyt suche a kapusta zbyt tłusta. Użycie schabu lub szynki spowoduje że mięso będzie suche, wiórowate ). Wywar wraz z mięsem i rozgotowanymi skórkami wrzucamy do kapusty i dalej gotujemy na bardzo małym ogniu. Bigos powinien "pyrkać", nie bulgotać)
Kiełbasę rozcinamy wzdłuż na pół, następnie kroimy w plasterki i dodajemy do naszego gara. 
Gotujemy jeszcze 1,5 godziny. Po tym czasie dodajemy koncentrat i ketchup. Odtąd trzeba będzie uważać by kapusta nie przypaliła się, bowiem koncentrat ma to do siebie , że lubi przywierać do garnka.  Gotujemy jeszcze 10 min i odstawiamy do następnego dnia, w którym doprowadzamy do zagotowania i trzymamy na małym ogniu 10 min, następnie odstawiamy. Czynność powtarzamy trzeciego dnia.
Dopiero po tym czasie można powiedzieć , że bigos uzyskał pełny aromat. Taki można wkładać do słoików 900ml, które pasteryzujemy 40 min.

Uwaga!
1. Uważajcie z grzybkami- zbyt duża ich ilość spowoduje , że bigos będzie gorzki, ich brak zaś zepsuje smak.
2. Nie gardźcie golonką i boczkiem zamieniając je na chude mięso- szynka czy schab staną się suche i wiórowate, wcale nie będą smaczne. Zaś skórka i tłuszcz w takim długim gotowaniu rozpuszczą się całkowicie (nie natkniecie się na nie w trakcie jedzenia), za to sprawią, że Wasz bigos będzie miał odpowiednia konsystencję, wilgotność tudzież połączą smaki.
3. To powinna być pierwsza uwaga. Należy rozróżniać kapustę kiszoną i kwaszoną ! Ta pierwsza powstaje w toku naturalnego kiszenia kapusty przesypanej solą, natomiast kwaszona to nic innego jak kilkudniowa kapusta zalana lub zasypana(TAK, tak!- tak nas oszukują producenci wykorzystując dwuznaczność brzmienia nazw!) octem ciekłym lub postacią sypką- jeszcze gorszym badziewiem- taką mieszankę zamyka się i za 3 dni sprzedaje jako kapustę kwaszoną- jest kwaśna, ale to nie ta kwaśność, która jest nam potrzebna w kuchni- no i nie jest zdrowa. Ta kwaśność się nie zmienia pod wpływem gotowania, bigos z niej nie zachwyci.
4. Co do kapusty cd. Ostatnio ciężko dostać dobrze przekiszoną kapustę kiszoną (producenci sprzedają zbyt świeżą kiszoną), dlatego nie wylewajcie odciśniętego z niej soku- gdy bigos będzie za słodki, należy ją po prostu do niego wlać:) Jeśli macie zbyt słabo kwaśną kapustę- po prostu darujcie sobie świeżą. Ja osobiście nigdy nie odciskam kapusty, gotuję z sokiem.


Jeszcze rady babci:
1.Kapustę kisi się do 1 listopada, wtedy nie ma tendencji do gnicia
2. Bigos przyrządza się najwcześniej w styczniu- kiedy kapusta już dobrze przekiszona, jak to mówiła: stara kapusta kiszona
3. Z młodej kapusty kiszonej nie wyjdzie dobry bigos
4. Styczniowy bigos warto zamknąć w słoiki- później będzie na wyciągnięcie ręki, np gdy zjawią się niespodziewani goście
5. Wraz z czasem bigos nabiera smaku i aromatu- warto więc gotować go kilka dni, a w słoiku pozostawić przynajmniej na 3 miesiące- wtedy jest najsmaczniejszy.

sobota, 30 marca 2019

karpatka


Stare dobre ciasto, jedno z moich ulubionych z okresu dzieciństwa. W kuchni jak na wybiegu- przychodzi moda na jakieś ciasto i za chwilę znika. Są jednak takie przepisy, które okazują się być ponadczasowe. Paradoksalnie, mam wrażenie, że to grupa przepisów, które nie uległy trendom " na urozmaicenia", typu wrzuć ciasteczko, batonika, czyli proste, że nie powiem podstawowe,  takie, do których została przypisana nazwa. Spójrzcie na dzisiejszą rozmaitość serników: z ciasteczkiem, konfiturką, karmelkiem, kawą bezą, specjalnym twarogiem, a wszystko przekłada się na wyższą cenę produktu końcowego. Kiedyś patrzyło się by ciasto było smaczne, tanie i szybkie do zrobienia, dziś może smacznie nie zeszło z piedestału,  ale pozostałe atuty zeszły gdzieś daleko w otchłań oczarowania ładnym zdjęciem i zdziwienia ucudacznieniem ciasta.  Wrócę znowu do serników- dawniejszy podział: serniki lekkie, ciężkie, gotowane i na zimno. Teraz trzeba dodać do każdej z tych odmian "sernik z". A karpatka? Karpatka to nadal proste pyszne ciasto, które znika z talerzy:) No i za całkiem rozsądną cenę;))


ciasto:
150g masła
1 szklanka wody
szczypta soli
1 szklanka mąki
5 jajek
1 łyżeczka proszku do piecz


krem:
 1l mleka (4 szkl)
3/4 szklanki cukru
16g cukru waniliowego
80g mąki pszennej
80g mąki ziemniaczanej
2 żółtka
200g masła w temperaturze pokojowej
szczypta soli

cukier puder do posypania


Ciasto:Wodę, masło, sól doprowadzamy do zagotowania. Dodajemy mąkę i bardzo szybko mieszamy- powstanie gęsta masa, którą trzeba ucierać, czyli nie przypalić a jednocześnie doprowadzić do stanu ,gdy  mąka nie będzie surowa ( powstałe ciasto nie będzie miało w smaku surowej mąki)- trwa to jakieś 2 minuty. Następnie odstawiamy masę do przestygnięcia, bo w kolejnym kroku będziemy do niej dodawać surowe jajka, które nie mają się nam w masie ugotować:)
Jajka wbijamy po kolei, tzn. najpierw wmieszamy w masę jedno dopiero dodajemy drugie. Na koniec dodajemy proszek do pieczenia. Gdy masa stanie się gładka, dzielimy ją na 2 części i wykładany na blaszkę wyłożoną papierem pergaminowym. Aby ciasto nie kleiło się przy wykładaniu, warto moczyć w zimnej wodzie łopatkę, którą rozprowadzamy ciasto. Pieczemy w 2 blaszkach, każdą część po 25-30 min w temp. 180 stopni

Krem: Ze składników gotujemy budyń. Odlewamy 300ml  mleka, resztę zagotowujemy z cukrem, cukrem i waniliowym. W odlanym mleku rozbełtujemy żółtka, dodajemy mąki i wlewamy ją do gotującego się mleka, po czym szybko mieszamy, by nie powstały grudy. Gotujemy ok 4-5 minut. Gotową masę pozostawiamy do przestygnięcia.
Ucieramy masło na gładką masę, po czym dodajemy do niej nasz budyń. Wykładamy na jeden placek i przykrywamy drugim. Posypujemy cukrem pudrem. Odstawiamy w chłodne miejsce.

Uwagi:
Jeśli nie lubisz masła w kremach- zmniejsz jego ilość, jednak nie pozostawiaj samego budyniu, bo krem bedzie bardziej kleisty niż kremowy :)


    piątek, 22 lutego 2019

    tarta z jabłkami



     Jeden z moich ulubionych jabłeczników z budyniem o niespotykanym smaku. Mniamm))

    1 1/2 szkl mąki
    1 szkl cukru
    180g masła
    1 łyżeczka proszku do pieczenia
    1 jajko
    1/2 l śmietany 36%
    1 budyń waniliowy na 3/4 litra mleka
    4 łyżki rumu

    3-4 jabłka

    płatki migdałowe

    Mąkę, proszek, jajko, cukier i margarynę zagniatamy na jednolitą elastyczna masę, którą wkładamy do lodówki na ok 20 minut. W tym czasie obieramy jabłka i  wydrążamy nasiona. Wyjmujemy ciasto z lodówki, wałkujemy na cienki plaster i wylepiamy nim formę (brzegi też). Na ciasto układamy ćwiartki jabłek- jedno przy drugim, gęsto.
    Budyń mieszamy z 1/2 szklanki śmietany, resztę gotujemy z 4 łyżkami cukru i łyżką masła. Gdy zacznie gotować się, wlewamy rozmieszany proszek budyniowy, rum i szybko mieszając gotujemy aż zgęstnieje. Ugotowany budyń wykładamy na jabłka. Wierzch posypujemy płatkami migdałowymi. Pieczemy 60-70 min w temperaturze 180 stopni.

    Uwagi:
    1.Zamiast całych jabłek możemy dodać mus jabłkowy/ przetarte jabłka
    2. Dla wielbicieli rodzynek- polecam  dorzucenie ich między jabłka
    3. Na moim zdjęciu mix- trochę jabłek, trochę swojskiego musu jabłkowego. Jakieś krasnale wpałaszowały jabłka;)


    wtorek, 19 lutego 2019

    bezy



     Bezy nie są trudne w wykonaniu, jednak wymagają cierpliwości i czasu, bo długo schną. Za to po upieczeniu nie wymagają natychmiastowego zjedzenia- czas im nie szkodzi. Po dwóch tygodniach są równie smaczne co zaraz po upieczeniu, dlatego sprawdzają się przy niespodziewanych wizytach. Bezy są deserem same w sobie, ale mogą być też słodkim dodatkiem do różnych deserów. Polecam do owoców  z natury kwaskowatych:)


    6 białek
    360g cukru
    szczypta soli

    /Na każde białko 60 g cukru/

    Białka ubijamy na sztywno z odrobina soli. Gdy już są na tyle sztywne, że nie wylatują z miski, stopniowo dodajemy cukier. Stopniowo (!!!), aby wtopił się ładnie w białka- staną się błyszczące.
    Beziki wykładamy  na blachę wyłożony papierem do pieczenia łyżeczką lub wypuszczamy przez końcówkę dekoracyjną dla ładniejszego kształtu. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do max 140 stopni  na 60 do 120 minut (w zależności od wielkości bezików). Im mniejszą temperaturę zastosujemy, tym lepiej, acz dłużej się suszą. Dopuszczalne temperatury to 80-140 stopni. Istotną sprawą jest to, że bezy mają być wysuszone nie zaś wypieczone, czyli też białe i chrupkie  w środku- jeśli zaczynają się nam rumienić, uchylamy lekko drzwiczki piekarnika i zmniejszamy temperaturę, bo będą brązowe i gumowe wewnątrz). Jeżeli mamy termoobieg, dobrze go włączyć

    Uwagi:
    Ja nagrzewam piekarnik do 140 stopni, następnie wstawiam bezy na 5 minut, po czym zmniejszam temperaturę do 100 stopni i suszę przez ok 2h (w zależności od wielkości) sprawdzając szpilką kuchenną suchość w środku bezika. Gdy piekę większe beziki, po 2 h wyłączam piekarnik ale pozostawiam w środku beziki, by sobie "dosychały" wraz z stygnięciem piekarnika:)

    niedziela, 10 lutego 2019

    ciasto oreo




    Pyyyszny, rozpływający się w ustach, delikatny, słodki z nutą owocową wtopioną w smak nutelli i ciasteczek oreo sernik. W dodatku bardzo prosty w przygotowaniu i pewny hit imprezy:)
    Gorąco polecam sernik oreo bez pieczenia.





    3 paczki herbatników
    230g nutelli
    1 łyżka roztopionego masła

    750g mascarpone
    750ml śmietany 36%
    2 śmietan-fixy  lub 4 łyżeczki żelatyny
    4 łyżki cukru pudru

    175g zmielonych ciastek oreo
    1 słoik konfitury malinowej

    Herbatniki mielimy, następnie mieszamy z nutellą i masłem. Gotową masę wykładamy na dno tortownicy wyłożonej papierem do pieczenia i wstawiamy do zamrażalki na czas robienia masy serowej.
    Śmietanę ubijamy, ale ostrożnie, by nie przebić(!). Gdy zacznie gęstnieć dodajemy cukier puder i mascarpone. Mieszamy dalej do połączenia się składników i na koniec dodajemy śmietanfix lub żelatynę uprzednio rozpuszczoną w jak najmniejszej ilości wody (ok 100ml wody).
    Wyjmujemy nasz spód, zdejmujemy papier, zakładamy kołnierz i wykładamy na niego 1/3 masy . Warstwę posypujemy skruszonymi ciasteczkami oreo i nakładamy kolejne 1/3 masy, którą znowu posypujemy skruszonymi ciasteczkami, i znowu masa, ciasteczka, a na to wszystko kładziemy konfiturę malinową. Całość chowamy do lodówki na 2-3h. Gotowe!;)

    środa, 12 grudnia 2018

    babeczki chałwowe



    Uwielbiam wszelakie babeczki- ciasto na kilka kęsów, suche, delikatne, sprężyste...dziś o smaku chałwy:) Przepis banalnie prosty- do wykonania w kilka minut- idealny dla niespodziewanych gości.
    Przepis znalazłam tu

    250g mąki
    2 jajka
    300 ml jogurtu lub śmietany lub maślanki
    150g cukru
    200g chałwy
    80ml oleju
    1 łyżeczka proszku do pieczenia
    1/2 łyżeczki sody

    Wszystkie składniki poza chałwą mieszamy razem ( ja używam Thermomixa), na końcu wrzucam chałwę. Można część chałwy zostawić na koniec i dodać pokruszoną, by w cieście były wyczuwalne jej drobinki.
    Foremki napełniamy do 3/4 wysokości i pieczemy w temp 180 stopni przez 15 minut. Gotowe!:))

    sobota, 8 grudnia 2018

    sernik oreo



    Ostatnio zapanowała moda na dodawanie ciastek i batonów do ciast- istna plaga. Jaki to ma sens? Do naturalnego swojskiego ciasta dodawać produkty z masą ulepszaczy typu E, syropów glukozowych i diabli wiedzą czego tam jeszcze. No ale spróbowałam (nacisk ze strony domowników)- sernika oreo. Dlaczego właśnie ten przepis? Bo podobała mi się jego struktura. Smak? Jak dla mnie, strasznie słodkie- poza tym nie mogę temu ciastu zarzucić nic, poza tymi dodatkowymi E, które wkradły się przy okazji do swojskiego ciasta:)

     spód:
    100g herbatników
    75g ciastek oreo
    90g gorzkiej czekolady
    70g stopionego masła
    70g mąki
    1 łyżeczka proszku do pieczenia
    1 jajko
    szczypta soli

    pierwsza warstwa:
     30 szt ciasteczek oreo (najlepiej double)


    druga warstwa- masa:
    1kg twarogu
    200ml śmietany 36%
    12 łyżek cukru trzcinowego
    4jajka
    1 cukier waniliowy

    trzecia warstwa :
    6 sztuk ciasteczek oreo

    Blaszka tradycyjna- 36x 24



    Spód: Oreo i herbatniki  mielimy, dodajemy resztę składników i mieszamy na jednolitą masę, którą wykładamy na blachę wcześniej wyłożoną papierem do pieczenia. Na masę układamy ciasteczka oreo.
    Ciasteczka układamy jedno przy drugim tak, by zakryć powierzchnię spodu.

    Masa: Twaróg miksujemy z pozostałymi składnikami i wykładamy na warstwę oreo, następnie posypujemy skruszonymi oreo i pieczemy 45-50 minut w temp 180 stopni



    Uwagi:
    1. Aby prezentacja ciasta na talerzu była lepsza, proponuję do wastwy wykładanej na spód użyć oreo z podwójnym kremem.
    2. Nie kruszcie oreo by zapchać dziurki na spodzie ciasta- ne o to chodzi- tam ma wpłynąć pięknie masa serowa:)
    3. Ciasteczka czynią ten sernik słodkim- jak dla mnie mocno słodkim. Kto lubi bardziej deserowe ciasta, proponuje mu dodać mniej cukru do masy serowej.
    4. Z racji ceny ciasteczek, nie jest to tanie ciasto;/ a szkoda, bo ładnie prezentuje się i smakuje



    piątek, 24 sierpnia 2018

    schab nadziewany




    Pyszne danie, niezwykle aromatyczne i bardzo ładnie prezentujące się. Polecam na wszelkie domowe uroczystości.


     schab- ok 25 cm długi
    12 plasterków boczku
    12 plasterków sera mozzarella
    12 suszonych pomidorów (mogą być z oleju)
    sól pieprz, bazylia
    3-4  łyżki oliwa z oliwek, lub jeszcze lepiej zalewa oliwna z suszonych pomidorów

    Schab nacinamy na kieszonki co ok 1 cm. każdą naciętą kieszeń solimy, pieprzymy i posypujemy bazylią, następnie do każdej wkładamy po plastrze sera, boczku i jednego suszonego pomidora. Całość polewamy oliwą, zakrywamy wierzch naczynia żaroodpornego pokrywą, lub jak nie mamy przykrywanego naczynia, to zakrywamy folią aluminiową (świecącą częścią w dół) i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 50 minut. Następnie zdejmujemy pokrywkę lub  folię i zapiekamy jeszcze 10 minut.
    Gotowe.


    piątek, 13 lipca 2018

    ciasto śmietanowe



    1l śmietany, najlepiej od rolnika
    1szkl cukru
    5 kropel aromatu pomarańczowego
    1 duży budyń waniliowy
    2 jajka
    2 łyżki mąki pszennej
    wiórki kokosowe lub migdałowe do posypania

    Śmietanę ubijamy, gdy zacznie gęstnieć (uważamy aby nie przebić), dodajemy cukier i aromat. Na sam koniec wbijamy jajka, wsypujemy budyń na 3/4 litra mleka- delikatnie mieszamy do połączenia składników, następnie przelewamy do żaroodpornego naczynia, posypujemy wiórkami kokosowymi lub płatkami migdałowymi. Całość zapiekamy w temp 170 stopni przez 60 minut. Ciasto wychodzi delikatne, wilgotne, smakiem przypominające light sernik;)

    piątek, 6 lipca 2018

    Syrop z zielonych orzechów włoskich




    Jak już pisałam w poprzednim poście o zielonych orzechach, orzechy włoskie działają bakteriobójczo, szczególnie na gronkowce, paciorkowce, pomaga zwalczać bakterie duru brzusznego i czerwonki, ma właściwości przeciwzapalne, przeciwkrwotoczne, ściągające, a poza tym obniżają ciśnienie krwi oraz poziom cholesterolu, wpływają na prawidłowy przebieg trawienia, pomagają w zwalczaniu pasożytów przewodu pokarmowego, zapaleniu żołądka, jak i czyszczą krew.  Są polecane w profilaktyce cukrzycy. Zbieramy je na przełomie czerwca i lipca, gdy mają w sobie wiele soku bogatego w witaminy, min. witaminę A, E, B1, B2, B3, B6,C (3mg / 100g!!) oraz  (poza cennymi tłuszczami) wiele soli mineralnych niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania naszego organizmu (ogromne ilości sodu, potasu, magnezu, fosforu, żelaza, jodu, manganu i cynku, poprzez co może przynieść wiele korzyści ludziom cierpiącym z powodu niedoczynności tarczycy (może podnosić poziom tyroksyny). Osobiście cenię je za zawartość naturalnego jodu niezbędnego do prawidłowego funkcjonowania narządów rodnych oraz zdrowia piersi (najwięcej jodu magazynuje organizm kobiet właśnie w piersiach i macicy- jego brak powoduje guzy, mięśniaki, torbiele tudzież endometriozę). 

    Świeży zielony orzech w smaku jest....obrzydliwy- konia z wozem temu kto dał radę go zjeść bez żadnego grymasu. Nie znam nikogo kto by się odważył, ani skutków jakie by odniósł, mimo jego wielu właściwości leczniczych. No właśnie- leczniczych, zatem jak połączyć przyjemne z pożytecznym? Dziś jeden ze sposobów, praktyczny, bo nie zawiera alkoholu, wiec można spożywać go w dni powszednie.
    Poniższy sok to alternatywa dla tych, którzy nie chcą bądź nie mogą pić wyciągów alkoholowych.

    Miód poza tym że ma wiele cennych właściwości, niestety jest drogi i nie każdego w każdym momencie życia na niego stać. Są też osoby uczulone na miód, które z powodzeniem mogą zastąpić go tą wersją. Poniżej podaję przepis na trochę uboższą wersję soku, bez cudownych właściwości miodu ale z cudownymi właściwościami orzecha:)


     zielone orzechy
    cukier

    Umyte orzechy kroimy na ćwiartki i wrzucamy do słoika na przemian z cukrem, poczynając od warstwy cukru i kończąc na warstwie cukru, do momentu aż zapełnimy słoik. Nie skąpimy cukru!
    Gdy nasze orzeszki puszczą sok, cukier zacznie się rozpuszczać. Po tygodniu otrzymamy świeży syrop , który dzięki braku pasteryzacji, zakonserwowany w cukrze, utrzyma swoje właściwości przez długi czas jeśli będziemy go przechowywać w sprzyjających warunkach (ciemno i chłodno), np w lodówce.
    Dorośli spożywają łyżkę dziennie w okresie przeziębienia, osłabienia organizmu lub w czasie rekonwalescencji. Możemy wymieszać ją wodą lub herbatą (byle nie wrzątkiem)
     nastaw 24-godzinny

    źródło informacji:
     http://rozanski.li/2110/lisc-orzecha-wloskiego-folium-juglandis-w-fitoterapii-praktycznej/

    Powyższe informacje nie są poradą medyczną i nie należy ich tak traktować ani zastępować nimi porady lekarskiej gdyż żadna informacja uzyskana drogą elektroniczną nie może zastąpić wizyty i bezpośredniego kontaktu z własnym lekarzem prowadzącym. Uzyskane informacje nie mogą służyć ani być podstawą do samodzielnej zmiany sposobu diagnostyki i leczenia danej osoby.


    nalewka orzechowa nr IV.



    I kolejna odsłona zielonego orzecha.
    Po nalewce  nr Vorzechówce 1885r , czas na nalewkę nr IV  z tej strony. Kto wie, może w przyszłym roku skuszę się na pozostałe numery;D
    Tum razem będzie nieco bardziej wykwintnie, acz z przytupem. Ta nalewka jest zdecydowanie mocniejsza od poprzednich,  jej bukiet można zaliczyć do klasy ekstra. Mamy tu ciekawe połączenie spirytusu z koniakiem i miodem nasycone korzennymi przyprawami, spośród których wybija się nuta orzecha laskowego. Według mnie to idealna nalewka na Boże Narodzenie- wspaniale wkomponuje się w smak piernika. Dlaczego więc o niej dziś? Bowiem potrzebuje ona leżakowania minimum sześciomiesięcznego, jednakże każdy dodatkowy miesiąc w ciemnym i chłodnym pomieszczeniu nada jej jeszcze lepszego smaku.

    Składniki:
    250 g niedojrzałych owoców orzecha włoskiego w łupinach,
    2 szklanki spirytusu,
    1 szklanka koniaku,
     1 szklanka miodu,
    1 szklanka przegotowanej wody,
    50 g orzechów laskowych,
    kawałek kory cynamonu,
     6-8 goździków.

    Wykonanie:
     Orzechy kroimy na ćwiartki i wrzucamy do słoja razem z cynamonem i goździkami. Zalewamy spirytusem i odstawiamy, na słoneczny parapet, na 2 tygodnie, codziennie potrząsając słojem.
     Po 2 tygodniach przecedzamy nalew, dodajemy do niego koniak i syrop wykonany z miodu i wody.
    Jak go robimy: gotujemy wodę, a gdy się zagotuje, odstawiamy i  dodajemy do niej miód- mieszamy, aż się rozpuści. Pozostawiamy nastaw na kolejne 3 dni, po czym filtrujemy, lub delikatnie zlewamy do butelek, tak by osad został na dnie słoja. Do każdej butelki wrzucamy 2-3 orzechy laskowe, zakręcamy i odstawiamy na kilka miesięcy do chłodnego i ciemnego pomieszczenia.


    Uwagi:

    Proponuję  (dla chętnych) przestudzić wodę tak, by zatrzymać jak najwięcej wartości z miodu, bowiem zagotowany miód traci swoje cenne właściwości lecznicze, a szkoda, by nasza nalewka przestała łączyć przyjemne z pożytecznym :)


    zielone orzechy w miodzie na choroby układu oddechowego



    Orzechy włoskie działają bakteriobójczo, szczególnie na gronkowce, paciorkowce, pomaga zwalczać bakterie duru brzusznego i czerwonki, ma właściwości przeciwzapalne, przeciwkrwotoczne, ściągające, a poza tym obniżają ciśnienie krwi oraz poziom cholesterolu, wpływają na prawidłowy przebieg trawienia, pomagają w zwalczaniu pasożytów przewodu pokarmowego, zapaleniu żołądka, jak i czyszczą krew.  Są polecane w profilaktyce cukrzycy. Zbieramy je na przełomie czerwca i lipca, gdy mają w sobie wiele soku bogatego w witaminy, min. witaminę A, E, B1, B2, B3, B6,C (3mg / 100g!!) oraz  (poza cennymi tłuszczami) wiele soli mineralnych niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania naszego organizmu (ogromne ilości sodu, potasu, magnezu, fosforu, żelaza, jodu, manganu i cynku, poprzez co może przynieść wiele korzyści ludziom cierpiącym z powodu niedoczynności tarczycy (może podnosić poziom tyroksyny). Osobiście cenię je za zawartość naturalnego jodu niezbędnego do prawidłowego funkcjonowania narządów rodnych oraz zdrowia piersi (najwięcej jodu magazynuje organizm kobiet właśnie w piersiach i macicy- jego brak powoduje guzy, mięśniaki, torbiele tudzież endometriozę). Do całej gamy tych właściwości należy dodać cudowny skład miodu, który rewelacyjnie uzupełnia witaminy i minerały z orzecha.

    Świeży zielony orzech w smaku jest....obrzydliwy- konia z wozem temu kto dał radę go zjeść bez żadnego grymasu. Nie znam nikogo kto by się odważył, ani skutków jakie by odniósł, mimo jego wielu właściwości leczniczych. No właśnie- leczniczych, zatem jak połączyć przyjemne z pożytecznym? Dziś jeden ze sposobów, praktyczny, bo nie zawiera alkoholu, więc można spożywać go w dni powszednie.
    Poniższy sok to alternatywa dla tych, którzy nie chcą bądź nie mogą pić wyciągów alkoholowych.

    Składniki:
    1/3 słoika zielonych orzechów
    2/3 słoika miodu (najlepiej lipowego)
    słoik 1litrowy


    Orzechy kroimy w ćwiartki, wrzucamy do słoika i zalewamy świeżym miodem lipowym. Odstawiamy na miesiąc w ciemne i chłodne miejsce, w które warto od czasu do czasu zajrzeć by przemieszać zawartość, zwłaszcza w pierwszym tygodniu. Po tym przecedzamy powstały syrop i zamykamy w butelkach, najlepiej by były ciemne.
    Kiedy go zażywamy?
    Gdy boli nas gardło, mamy kaszel, zapalenie oskrzeli, gdy jesteśmy osłabieni, mamy podrażniony przewód pokarmowy lub mamy biegunkę.
    Syropem wspomagamy leczenie anemii, walkę z nadwagą oraz podnoszenie odporności po przebytych chorobach.
    Warto dodać, że syrop  wspomaga odtruwanie wątroby z toksyn i może być podawany dzieciom.

    Dawkowanie:
    Dorośli jedną łyżkę dziennie, dzieci jedną łyżeczkę, najlepiej na czczo lub pół godziny przed posiłkiem.




    Uwagi:
    1. Najlepszym miodem przy przeziębieniach jest miód lipowy, co nie oznacza, że to jedyny cudowny miód równie dobry jest spadziowy. W przypadku rekonwalescencji lepszy byłby wielokwiatowy, zaś dla "żołądkowców" rzepakowy. Zatem co wybierzecie, to kwestia Waszych preferencji. Lipa jest jednak najbardziej płynna :)

    2.  Zamiast zielonych orzechów do miodu możemy dodać orzech jesienny, który ma również wiele właściwości zdrowotnych, jednakże jego skład jest nieco inny, gdyż jesienią nie będziemy mieli super leczniczej zielonej skorupki:)
    3.  Gdy z  przyczyn zdrowotnych nie możemy spożywać nalewek alkoholowych warto zastąpić go mlekiem (kombinacja korzystna w chorobach tarczycy- jod lubi mleko) dodając do niego nasz syrop, dodatkowo wzmocnimy nasz żołądek- w tym wypadku gotujemy 1/2 litra mleka, dodajemy do niego łyżkę naszego syropu i odstawiamy do ostygnięcia, następnie pijemy nasze mleko  4 razy dziennie po pół szklanki (kolejnych porcji nie podgrzewamy)

    Pomysły podania zaczerpnięte stąd.
     Powyższe informacje nie są poradą medyczną i nie należy ich tak traktować ani zastępować nimi porady lekarskiej gdyż żadna informacja uzyskana drogą elektroniczną nie może zastąpić wizyty i bezpośredniego kontaktu z własnym lekarzem prowadzącym. Uzyskane informacje nie mogą służyć ani być podstawą do samodzielnej zmiany sposobu diagnostyki i leczenia danej osoby.

    piątek, 29 czerwca 2018

    nasturcja -roślina kulinarna i kosmetyczna



     Jestem odporna na większość antybiotyków- taki dar systemu leczenia w latach '70 i '80, kiedy to medycyna akademicka karmiła mnie czym się da, by wyleczyć z anginy czy zwykłego przeziębienia- całe dzieciństwo na prochach- skutek mam, muszę bardzo uważać, by się nie przeziębić. Pewnego dnia w latach '90, kiedy to była reorganizacja systemu zdrowotnego, kiedy to ciężko było dostać się do lekarza w weekend, złapałam (standardowo) anginę. Nie było wyjścia- trzeba było sięgnąć po środki naturalne, do których wtedy nie byłam przekonana, ale ogromny ból przy przełykaniu śliny, gorączka, zmusiły mnie do zerknięcia w medycynę naturalną i..... i nastąpił przełom, krach- runął dotychczasowy światopogląd- po 3 dniach stosowania mikstury nie było anginy (lekarz potwierdził), nie trzeba było brać antybiotyku- mało tego, przestałam chorować(!!!)- wcześniej średnio 1 w miesiącu byłam na antybiotykach, teraz po 20 latach, co najwyżej przeziębiam się raz w roku, antybiotyku nie brałam kilka lat (!!!), ale dbam o to co jem i jem to, co natura uważa za swój antybiotyk/ lekarstwo, gdy coś mi dolega.  Jednym z moich zeszłorocznych odkryć jest nasturcja. (Wyobraźcie sobie, że ta na poniższym zdjęciu rozrosła się z jednego ziarenka, a w zasadzie to część rośliny!!)


    Nasturcja to roślina lecznicza bogata w organiczne związki siarki o działaniu bakteriobójczym (co ważne- działają na bakterie oporne na antybiotyki!!), grzybobójczym i odrobaczającym. Działa odtruwająco, wykrztuśnie napotnie, rozkurczowo, przeciwzapalnie, przeciwgnilnie, moczopędne, żółciopędnie, odkaża drogi moczowe i jelita. Pobudza wydzielanie śliny, soków żołądkowych, trzustkowych, żółci. Reguluje zaburzenia trawienne, leczy stany zapalne, bóle żołądka, wątroby, trzustki, woreczka żółciowego, kaszel różnego pochodzenia (także alergiczny), choroby skórne (ma właściwości łagodzące i gojące rany), reguluje krwawienia miesiączkowe, hormonalne, metaboliczne i zatrucia.
    W użytku zewnętrznym : przeciwłojotokowo, osuszająco, przeciwzapalnie, przeciwtrądzikowo, działa na opryszczkę, liszaje i wypryski. Okłady ze świeżego ziela leczą odleżyny.

     Liście i kwiaty śmiało możemy stosować jako przyprawę do dań z mięs, tłustych zup i sałatek.
    Kwiat przypomina w smaku rzeżuchę, ma intensywny zapach i ostry smak. Ślicznie zdobi sałatki. Liście zaś dodaję do różnych sałatek bądź jem na surowo:)
    Choć cała roślina jest jadalna, najsmaczniejsze są młode liście. Ja chętnie zastępuję nimi sałatę w kanapce ( o niebo smaczniejsza).
    Liście zjadane na czczo mają działanie odrobaczające, dobrze też wpływają na trawienie, regulują wypróżnienia, zatem także na przemianę materii.
    Jest to roślina tak cenna, że nie może zabraknąć jej w ogrodzie. Jej uprawa jest bardzo łatwa- nie wymaga szczególnych warunków ani pielęgnacji, dodatkowo jest silnie zadarniająca;D
    Zatem zachęcam do jej uprawy i wykorzystania w kuchni i łazience-warto mieć taką roślinkę pod ręką, której zbiory możemy robić do września.
    Poniżej podaję sposoby, na jakie można je wykorzystać. Część kulinarna to moja wariacja, część leczniczą podaję wg receptur dr Różańskiego i Białczyńskiego.


     sałatka z liści nasturcji

    7 liści nasturcji
    oliwa
    ocet jabłkowy
    sok z cytryny

    Liście siekamy, polewamy odrobiną oliwy, octu i skrapiamy cytryną. Odstawiamy na chwilę, do przeniknięcia składników.
    Tak podana smakiem przypomina szczaw.

    Taka sałatka spokojnie może zastąpić antybiotyk (nasturcja jest silnym antybiotykiem )- spożywamy ją jednak nie więcej jak raz dziennie, bowiem przedawkowanie może skutkować białkomoczem. Taka porcja nasturcji jest dla nas optymalna. Białczyński podaje, że możemy nią leczyć przeziębienie, grypę, anginę, zapalenie dróg oddechowych, zapalenie oskrzeli, także zapalenie dróg moczowych. W wypadku choroby należy spożywać ją codziennie aż do ustania objawów. Spożywamy ją też w profilaktyce przeciwpasożytniczej i w problemach z trawieniem- na czczo.



    sałatka  z dodatkiem nasturcji

    6 listków nasturcji
    1 saszetka trendy lunch melvit z leśnymi grzybami
    1 pomidor
    2 jajka ugotowane na twardo
    2 łyżki oliwy z oliwek,
    1 łyżka octu winnego
    sumak (opcjonalnie) dla koloru
    1 mała posiekana cebulka
    7-10 listków świeżej bazylii
    1 łyżeczka harissy
    3 łyżki siekanego szczypiorku


    Trendy lunch gotujemy w osolonej wodzie wg przepisu na opakowaniu. Jajka gotujemy na twardo, przelewamy zimną wodą i obieramy z łupin. Liście bazylii i nasturcji siekamy w paseczki, mieszamy z trendy lunchem. Pomidor kroimy w kosteczkę, cebulkę bardzo drobno siekamy, jajka kroimy w ćwiartki. Oliwę mieszamy z octem i harissą.
    Do trendy Lunch'u dodajemy pomidora, cebulę   i mieszankę oliwy z octem. Całość posypujemy sumakiem, szczypiorkiem i ozdabiamy jajkiem.

    Kapary z nasturcji w solance

    100g nasion nasturcji
    100ml wody
    2 łyżeczki soli

    Nasiona płuczemy zimna wodą. Sól rozpuszczamy w gorącej wodzie i pozostawiamy do wystygnięcia. Przestudzoną solanką zalewamy nasionka i zakręcamy słoik. Odstawiamy na 2 tygodnie. Po tym czasie śmiało dodajemy do sałatek.


                                                         Marynowane kapary z nasturcji lub kwiaty nasturcji

    100g nasion nasturcji lub kwiatów
    1 szkl białego octu winnego
    1/4 szkl oliwy z oliwek
    2 ziarna ziela angielskiego
    1 mały ząbek czosnku
    1 łyżka cukru
    1 łyżeczka soli

    Nasturcje płuczemy i wrzucamy do słoiczka,. Pozostałe składniki  wrzucamy do garnka i doprowadzamy do zagotowania, po czym jeszcze gorącą zalewą zalewamy nasze nasionka bądź kwiaty. Zakręcamy słoik i odstawiamy na 2 tygodnie. Taka nasturcja to także świetny dodatek do sałatek lub zimowy zastępca sałatki ze świeżych liści nasturcji.



    Wodne wyciągi z nasturcji
     Gorąca herbatka z nasturcji podana z miodem działa rozgrzewająco, napotnie, pobudza krążenie, jest także środkiem przeciwbólowym, wykrztuśnym i odkażającym. 
      herbatka z nasturcji

    4-5 suszonych kwiatków 
    1 łyżeczka miodu
    200ml wody

    lub:
     2 łyżki suszonego ziela listki, gałązki, kwiatki)
    1 łyżeczka miodu
    200ml wody lub mleka

    Kwiatki/ ziele zalewamy wrzącą wodą  bądź mlekiem, zaparzamy 10 minut, odcedzamy i "słodzimy" miodem. Gotowe:)
    Napar pijemy 2-3 razy dziennie po pół szklanki w czasie przeziębienia (gdy mamy katar, chrypkę, kaszel). Można go podawać dzieciom ale nie więcej niż 30 ml 6x dziennie. Podobno podaje się go również niemowlętom w ilości 2ml 2x dziennie, jednak nie próbowałam.

    Mocny napar z samego kwiatu można stosować jako płukankę do włosów (wzmacnia je i usztywnia )- wcieramy lub spryskujemy włosy u nasady przed suszeniem  (za pomocą atomizera).

    Maceraty  czyli wyciągi olejowe lub alkoholowe.
    Rozróżniamy dwa rodzaje maceratów: olejowe i spirytusowe. Jak sama nazwa wskazuje, olejowe przyrządzamy na oleju (najlepiej na nierafinowanej oliwie z oliwek do użytku wewnętrznego, zaś do zewnętrznego może być to też olejek arganowy), zaś spirytusowe na alkoholu w zależności od potrzeb o różnej zawartości  procentów. W przypadku maceratów octowych, najlepiej stosować naturalny ocet winny.
    Maceraty przyrządzamy zawsze ze świeżego ziela w proporcji  1:5 - jedna część ziela na pięć części alkoholu lub oleju. Tylko w przypadku wyciągu octowego  (ocet 3%-5%) stosujemy proporcję 1:3.

    WYCIĄGI ALKOHOLOWE




    JAKO ŚRODEK PRZECIWBÓLOWY  (bóle głowy)
    1/2 szklanki ziela zalewamy 400ml wódki. Po 3 tygodniach odcedzamy. Zażywamy 4-6 razy dziennie po 30 kropli lub 5ml w silnych bólach. Można podawać dzieciom ale nie więcej jak 8 kropli 4-6 razy dziennie.



    SPIRYTUS NASTURCJOWY - leczy trądzik i stany zapalne skóry, łojotok, łysienie, wpływa na porost włosów (!!):

    1 część kwiatu/ ziela zalewamy zalewamy 40% wódką i odstawiamy na 2 tygodnie. Po 2 tygodniach przecedzamy. Mamy gotowy macerat alkoholowy, z którego możemy zrobić:

    krem/maść na skórę:
    2 łyżki spirytusu nasturcjowego mieszamy z 2 łyżkami oleju kokosowego do uzyskania jednolitej masy (ubijamy jak kogel-mogel), przekładamy do słoiczka.




    tonik do twarzy :
     Do 50ml 40% -owego spirytusu nasturcjowego dolewamy  350ml przegotowanej i wystudzonej wody (w ten sposób powinniśmy uzyskać roztwór ok 5%).

    spirytus przeciwłupieżowy, przeciw wypadaniu i na porost włosów:
    Do 200ml spirytusu nasturcjowego z całej rośliny (kwiat, łodyga, liść- o wartości 40% alkoholu) dodajemy 2 łyżeczki skrzypu i 2 łyżeczki tataraku- odstawiamy na 2 tygodnie, odcedzamy, rozcieńczamy 200ml przegotowanej, wystudzonej wody i stosujemy kurację  codziennie przez 2 tygodnie- wcieramy spirytus w czystą skórę głowy.

     do płukania gardła przy zapaleniu migdałów, anginie:
    -1 łyżeczka na 1/2 szklanki wody





    OCET NASTURCJOWY

    1/2 szklanki świeżego ziela zalewamy 200ml octu winnego lub winem wytrawnym/ półwytrawnym. Odstawiamy na 14 dni po czym filtrujemy.

    do czego używamy:
    - jako przyprawę do tłustych potraw
    - do przemywania skóry łojotokowej, z trądzikiem
    -do płukania włosów przetłuszczających się  lub przy łupieżu(1 łyżka octu na 2 szklanki wody)
    - do płukania gardła, przy ropnym zapaleniu migdałów (1 łyżka octu lub spirytusu nasturcjowego  na 1 szklankę wody)

    - przy obrzękach, opuchliznach- likwiduje złogi wody w organizmie (50ml na 2l wody ), osłabieniu, chorobach skórnych, kobiecych ( 200ml na pół wanny wody)



    SPIRYTUS DO NACIERANIA:
    w bólach reumatycznych: 
      robimy j/w spirytus nasturcjowy na wódce, tyle że ze spirytusu 95%. Następnie nacieramy obolałe miejsca . Możemy wzmocnić działanie rozgrzewające poprzez dodanie spirytusu kamforowego.

    WYCIĄGI OLEJOWE
    Zarówno olej nasturcjowy jak i macerowana w nim roślina jest jadalna. Najczęściej stosujemy jako dodatek do sałatki zimowej ale można również do nacierania suchej skóry z problemami (liszaje, egzemy). Ja stosuję jako "przechowalnik" liści nasturcji na zimę:)







     źródła informacji o roślinach :
     http://www.naturalnamedycyna.pl/domowa-apteka/nasturcja
    https://bialczynski.pl/krolestwo-sis-i-jego-cuda/kuchnia-krolestwa-sis-albo-krolestwo-sis-od-kuchni-i-stolu/jedzmy-kwiaty-gdy-tylko-sie-pojawia-salatki-z-nasturcji-fiolkow-liliowca/
    http://cyklamen.blox.pl/2010/06/Nasturcja-w-kuchni-i-nie-tylko.html
    https://www.doz.pl/czytelnia/a1877-Nasturcja_-_kwiat_Ameryki_Poludniowej